Blog > Komentarze do wpisu
CUL-CAPITA/ORANUS, CZYLI NIEWIDZIALNY "PAN" ZACHODU
III. Dlaczego Cullus – czyli Siedzenie – stało się „Centrum Rozumu im. Adama Smitha”?

         Naszkicowane powyżej zjawisko znikania procesów asocjacyjnych kory mózgowej, w miarę posuwania się wzwyż na „drabinie społecznej” państw określanych dzisiaj jako „Zachód”, ma swe dość proste wytłumaczenie na gruncie psychologii rozwojowej, opracowanej przez Szkołę Epistemologii Genetycznej Jeana Piageta w Genewie. Otóż według badań tej Szkoły, zgodnie z „Prawem Biologii” Lamarcka, (oczywiście Prawem nie uznawanym w środowiskach naukowych w Polsce, za wszelką cenę starających się „dogonić” Zachód w bezmyślności „pp”), u zwierząt wyższych bardziej wysublimowane i złożone organy rozwijają się dopiero po wykonaniu przez te zwierzęta, w tak zwanym „okresie krytycznym” ich wzrostu, odpowiednich ćwiczeń tych organów zalążków. (Na przykład, u coraz rzadziej znajdywanych obecnie, tak zwanych „dzikich dzieci”, wychowanych od niemowlęctwa dzikie zwierzęta nie używające mowy, stwierdzano że po przekroczeniu przez te „dzikie” dzieci 7-10 roku życia, te dorastające już wśród ludzi dzieci do końca życia nie były w stanie mówić, wskutek trwałego niedokształcenia ich strun głosowych; podobnie kocięta, które przez trzy pierwsze miesiące życia były hodowane z zaszytymi powiekami ich oczu, do końca już ich życia pozostają funkcjonalnie ślepe. Takich przykładów, wskazujących jak ważna jest, dla pełnego wykształcenia się kory mózgowej, ekspozycja młodych osobników na możliwie jak najbardziej zróżnicowane bodźce, można podawać do woli.)

         Powyższe dane z zakresu psychologii oraz fizjologii rozwojowej ssaków, warto zestawić z danymi dotyczącymi zasad wychowania tak zwanych „elit przywódczych” świata dzisiaj. Oczywiście chodzi tutaj o elity finansowe dość precyzyjnie kierujące polityką krajów określanych jako „demokratyczne”. Otóż w tym środowisku najwyższą warstwę społeczną stanowią bankierzy pożyczający, oczywiście na procent, pieniędzy na najrozmaitsze, handlowo-przmysłowe przedsięwzięcia. Bankier (po polsku „ławkowicz”) jest typem człowieka, który w ramach swych zawodowych czynności W OGÓLE nie musi się poruszać: to do niego przychodzą klienci, czy to prosząc o wsparcie ich przedsięwzięć, czy też oddając (z odpowiednią nawiązką) zaciągnięte długi.

         Ta bankierska, w znacznym stopniu dziedziczna (jak Rotszyldowie) i zamknięta w swych ścisłych „bractwach” Elita Zachodu, od swych dziecięcych już lat jest izolowana od bardzo istotnych, społecznych bodźców niezbędnych by w pełni wykształcić swe organy poznania oraz swe organy ruchu – które to ruchowo-umysłowe upośledzenie jest dla tych „nadludzi”, w dorosłym ich życiu, bardzo użytecznym jako przystosowanie do totalnie „siedzącego” stylu ich pracy. Endogenne, „zwierzęce” potrzeby ludzkich organów ruchu oraz ludzkich zmysłów bardzo przecież utrudniają wykonywanie jakiejkolwiek nowoczesnej, nie tylko bankierskiej oraz handlowej, ale także i naukowej, pracy – co autor niniejszego tekstu bardzo dobrze pamięta z okresu swej młodości i to nie tylko w USA. A jak człowiek nie ćwiczy swych organów poznania, to te organy ulegają u niego, dziedzicznej z czasem (jak chociażby krótkowzroczność), atrofii.

Umocnieni w swych poczynaniach „Prawem mojżeszowym” do inkasowania odsetek (V Mój. 15.5) bankierzy, jako bardzo spójna grupa społeczna o charakterze pan-światowym, stanową coś w rodzaju arystotelesowskiego „Nieruchomego Poruszacza”, nadającego kierunek biegu dziejów całej naszej planety. Jednocześnie są oni z konieczności jednostkami, które wskutek swego bezruchu, muszą mieć bardzo ubogą w połączenia międzyneuronalne korę mózgową. Z tego powodu budowany przez te nowoczesne elity ustrój społeczny, który w Głowie (capita) Narodu ma tyle samo – lub nawet mniej – myśli niż komórki znajdujące się u takiego Super-Narodu podstawy (cullus), warto nazwać „Cul-kapitalistycznym”.

Ponieważ zaś na języki słowiańskie łacińskie określenie „cul-capita” tłumaczy się bardzo obrazowo jako „Żopogław”, więc takie właśnie pojęcie warto wprowadzić do cierpiących na chroniczny brak nowych idei współczesnych nauk o Życiu. Takie bowiem określenie Niewidzialnego „Pana” Zachodu stanowi doskonałe „pojęcie chwytne” (jak to mówili stoicy) pozwalające w bardzo adekwatny sposób opisać kolejne fazy rozwojowe cul-kapitalizmu. (Czyli kapitalizmu, w którym kapitaliści – głównie w formie ławkowiczów, czyli bankierów – przebywają w zasadzie w pozycji siedzącej, swym zachowaniem doskonaląc swój cullus, czyli przysłowiową d….) A oto kilka interesujących wniosków, jakie samorzutnie się narzucają, jak tylko odważymy się zastosować określenie ‘CUL-KAPITALIZM’ do rzeczywistości, w jakiej żyjemy dzisiaj:

Wniosek 1. Gdy zbliżamy się, w celach badawczych, do prac naukowych myślicieli uznanych dzisiaj za najwybitniejszych przedstawicieli Zachodu (by wskazać tutaj na dziełka von Hayeka, Sorosa, Derridy, Jacoba, Monoda czy nawet Karla Poppera), to należy być przygotowanym, że zaczniemy się pogrążać w oparach myśli o zapachu podobnym do tego, jaki się wyczuwa w pobliżu „junk-jadłodajni” należących do konsorcjum Mac Donald. Przyznaję, iż „świeżość” tego zapachu „jadła made in USA” przypomina mi trochę zapach, jaki wydają pampersy lub pieluszki nasycone bio-twórczością ludzkiego niemowlęcia. Gdyż to jest właśnie zapach „pożywki intelektualnej” przygotowywanej nam przez Filozofów Wolnego Rynku, będących „na topie” dzisiaj.

Wniosek 2. Te wszystkie pozorne „dziwactwa” kultury Zachodu – począwszy od oralno-analnych (oral + anus) skojarzeń Zygmunta Freuda, poprzez łyse „jak pupcia dziecięcia” głowy skinheadów, aż do przypominającego trochę paralityczny „taniec św. Wita”, ekstatycznego „tańca milości”, polegającego na gorliwym potrząsaniu głową oraz zadkiem w czasie para-religijnych, wielkomiejskich festynów zwanych Love Prade, to są przecież elementy rozkwitającego obecnie coraz wspanialej kultu Żopoglawa, czyli Cul-Capita!

         Wniosek 3. Także te wszystkie „różowe”, „tulipanowe” oraz „pomarańczowe” rewolucje, jakie zaczęły nękać w ostatniej dekadzie kraje byłego Bloku Socjalistycznego, zostały zorganizowane przez wysokopłatnych specjalistów od zbiorowego bezmyślenia. Najzupełniej celowo wykorzystują oni niedokształcenie struktur neuronalnych młodych, wychowanych w wielkich miastach ludzi, którzy dzięki ich odpowiednio liberalnej „edukacji” (patrz pkt. 1 poprzedniego podrozdziału) mają mniej więcej tyle samo funkcjonalnych połączeń neuronalnych w korze ich półkul mózgowych, co pod skórą ich, podobnie półkulistych, zadków!

         Wniosek 4. Ponieważ Oranus – czyli Mocarz Zachodu – jest bóstwem równie potężnym od strony swej działalności konsumpcyjnej jak i wydalniczej, więc w krajach zdominowanych przez tego „Pana” automatycznie musiały zacząć się gromadzić, bez żadnej przesady, góry po-konsumpcyjnego śmiecia, nad którymi się unosi coraz gęstsza warstwa po-konsumpcyjnego kurzu oraz smogu. I to jest właśnie ta „Nowa Ziemia i Nowe Niebo”, o których nadejściu marzył już 2,5 tysięcy lat temu prorok Izajasz (a za nim, w encyklice „Laborem exercens” nasz „prawdziwie polski” papież)!

         Wniosek 5. Dochodzimy do spraw najważniejszych. Otóż wskutek rzeczywistej – lub też udawanej – niewydolności kory mózgowej elit, którym udało się usadowić u „głowy” państw takich jak Polska, Litwa a od niedawna i Ukraina (pisane w roku 2005!), także i doły społeczne muszą z czasem przesiąkać „zapachem” Żopy przesiąkającym, dzięki mediom, od „góry” społecznej na dół. Nie stymulowane do aktywniejszego życia, odżywiane intelektualną papką typu „junk food” masy, muszą zatem z czasem ulegać coraz większej, zarówno fizycznej jak i umysłowej degradacji, co najlepiej widać w USA, uważające się za Światło Przewodnie („the beacon”) Światowej Cywilizacji. Ludność zatem „wolna” – i to na wszystkich szczeblach drabiny społecznej – powinna coraz bardziej brzydnąć, jej kształty winny się zaokrąglać od ciągłego przebywania w pozycji siedzącej i to tym bardziej ten proces się musi nasilać, im bardziej dany kraj przez kult Pieniądza-Mamona zostanie opanowany.

Wniosek 6, bardzo już marksistowski. W ustroju liberalnym, zwanym inaczej „społeczeństwem obywatelskim”, wielka własność w sposób automatyczny musi się skupiać w rękach trudniących się lichwą mafii bankowych. W takim ustroju, muszą w sposób trwały istnieć gigantyczne napięcia społeczne między tymi, którzy się wzbogacili i tymi, którzy dali się okraść. Mafijne elity zatem, by odwrócić uwagę upodlonej sztucznie ludności od swych ukrytych „spiskowych” poczynań – a jednocześnie by nadal się bogacić bez końca – od dziesiątków już lat bardzo skutecznie organizują gigantyczne konflikty narodowo-własnościowo-religijne, na wzór I i II Wojny Światowej „wykreowanych” przez rzeczoną Międzynarodówkę. Należy zatem oczekiwać, już w niezbyt odległej przyszłości, celowo nie przewidywanej zarówno przez „liberałów” jak i „teologów Procesu” (patrz pkt. 3), kolejnych aktów zbiorowego barbarzyństwa, przy których zarówno Oświęcim jak i holokaust (czyli całopalenie) Hamburga, Drezna oraz Hiroszimy po prostu zbledną.

wtorek, 12 grudnia 2006, kultur

Polecane wpisy