środa, 13 grudnia 2006
Junge Journalisten nach Afrika und Asien - Bewerbungsende 31. Dezember 2006

Die Internationalen Journalistenprogramme (IJP) schreiben für junge Journalisten Stipendien für das südliche Afrika sowie für verschiedene Länder in Asien aus. Bewerben können sich Volontäre, Redakteure und freie Mitarbeiter von 25 bis 35 Jahren (Afrika) sowie von 28 bis 37 Jahren (Asien). Sie arbeiten sechs bis acht Wochen in ausländischen Redaktionen und berichten gleichzeitig für ihre Heimatmedien. Die Stipendien sind mit einer einmaligen Zahlung von rund 3.000 Euro verbunden. Bewerbungsschluss für Afrika ist am 15. Januar 2007, für Asien am 31. Dezember 2006.

Einige Monate in Ostasien recherchieren, über die USA schreiben, eine Zeitlang in einer Redaktion in Osteuropa, Südafrika oder Lateinamerika mitarbeiten: Die IJP (Internationalen Journalisten-Programme) bieten jungen talentierten Journalisten die Chance, als Korrespondent auf Zeit aus dem Ausland zu berichten. Dafür vergeben die IJP, eine gemeinnützige Organisation von Journalisten für Journalisten, jedes Jahr mehrere Dutzend Auslandsstipendien.
Genaue Informationen finden Sie auf den folgenden Seiten >>>

Researching for a couple of months in Eastern Asia, writing about US-topics, working together with journalists in Eastern Europe, in South Africa or in Latin America: The IJP (International Journalists' Programmes) offer young talented Journalists the chance to work abroad as correspondents for short periods of time. The IJP, a non-profit organization from journalists for journalists, awards several scholarships every year.
For further information please click here >>>

WHAT ARE THE INTERNATIONAL JOURNALISTS' PROGRAMMES - IJP?

IJP aims to further the understanding of promising journalists for political, cultural and economical developments far beyond the boundaries of their home countries.

http://www.ijp.org/english/intro/navig/in_frame.html

01:10, kultur , job
Link
wtorek, 12 grudnia 2006
Dr. Marek Glogoczowski: Trzeci już rozdział przygotowywanej książki "Antyhellenistyczny wymiar kultury Zachodu".
  kliknij w fotografię, żeby powiększyć, - gross machen

Stefan Kosiewski i dr Marek Głogoczowski, Zakopane 2005

Poniżej trzeci już rozdział przygotowywanej książki "Antyhellenistyczny wymiar kultury Zachodu". Do tekstu "Cul-Capita/Oranus", napisanego już rok temu, autor dołączył istotny, IV podrozdział "Biblijny Akt Założycielski Cywilizacji Terroru Cul-Capita". W załączeniu otrzymany trzy tygodnie temu tekst "Homo Zapiens" Wiktora Pielewina, jak się okazuje opublikowanego w Polsce w książce "Generation Pi", nakładem OSI-Zug w 2002 roku. (OSI - to Open Society Institute, z europejską siedzibą w Zug w Szwajcarii. Jest to amerykańska mutacja znanej w Polsce Fundacji Batorego/Sorosa, która czasami potrafi przemycić coś do rzeczy.) To właśnie dzięki cytowaniu książki Pielewina przez Izraela Szamira w jego "Pardes" z 2005, wpadłem na pomysł nazwania Pelewinowskiego "Oranusa" (oral + anus) terminem Cul-Capita wzglednie Żopogławem. Tekst "Homo Zapiens" bardzo się podobał mym studentom, którzy go przerabiali w ramach ćwiczeń z antropologii kultury.

M.G.

CUL-CAPITA/ORANUS, CZYLI NIEWIDZIALNY "PAN" ZACHODU

I. Mamon-Oranus jako „stwórca” geopolitycznego potwora zwanego Lewiatan

Gdy próbowałem opublikować, w polskich gazetach o szerszym zasięgu, napisany w połowie sierpnia 2005 "List otwarty w sprawie Grodna oraz Mińska", słyszałem odpowiedź, której zresztą się spodziewałem: tego nie da się zrobić. Jakiż to zatem „autorytet” wymusza – w sposób na zewnątrz niewidoczny – że ludzie, niby odpowiedzialni za rozpowszechnianie informacji o świecie, są „sterroryzowani od środka” i posłusznie drukują li tylko wskazane im do publikacji kłamstwa? (Przypominam, według Arystotelesa kłamstwo, jako przeciwieństwo prawdy, jest opisem rzeczywistości sprzecznym z wrażeniami, jakich dostarczają zmysły. Jest to tak zwana „realistyczna” definicja kłamstwa.)

         Otóż i ja sam się boję, że szersze rozpropagowanie mego „Listu Otwartego w sprawie Białorusi” mogłoby spowodować odsunięcie mnie od źródła utrzymania, jakim jest ma praca na stanowisku starszego wykładowcy na polskiej państwowej uczelni. A zatem „Byt Najwyższy”, który w sposób na zewnątrz prawie niedostrzegalny dzisiaj w Polsce decyduje, które wiadomości należy rozpowszechniać, a które przemilczać lub nawet zafałszować, jest to starożytne aramejskie (czyli syryjskie) bóstwo Mamon, symbolizujące bogactwo zapewniające ludziom stan ciągłego dobro-bytu. A zatem jest to bóstwo, patrząc powierzchownie „dobre”, jako że pozwala ludziom wygodnie bytować, czyli żyć praktycznie w bezruchu.

         To, że Mamon jest, w swej bardziej ukrytej istocie, rodzajem bynajmniej nie dobrego, ale złego, tak zwanego chtonicznego „bóstwa podziemi i ciemności”, rządzącego światem kapitalistycznym od momentu tego świata powstania, było doskonale rozumiane w Kontynentalnej Europie przynajmniej od „Wiosny Ludów” w połowie wieku XIX. W tym właśnie okresie P. J. Proudhon pisał swoje pro-socjalistyczne eseje, próbując udawadniać, że „wszelka (ziemska) własność pochodzi z kradzieży”. Z kolei współautor „Manifestu komunistycznego” z 1848 roku, Karol Marks w eseju „Zur Judefrage” (W kwestii żydowskiej) zapewniał, że „Pieniądz jest tym żarliwym bogiem Izraela, przed którym muszą się ugiąć wszystkie inni bogowie człowieka.” I oczywiście, gdy ludziom Pieniądz-Mamon zaczął się jawić jako „bóg Zła”, to zaczęły powstawać na świecie ustroje otwarcie wrogie „aramejsko-fenickiemu bogu Izraela”. Mam tutaj na myśli narodowy socjalizm oraz komunizm, które przez prawie całe XX stulecie dominowały w części świata nie opanowanej jeszcze przez Anglosasów.

         „Jesień Ludów”, która nastąpiła pod koniec wieku XX i która była zaaranżowana osobiście przez likwidatora ZSRR Michała Gorbaczowa, a także przez papieża Jana Pawła II wraz z jego Opus Dei kształconym przez instruktorów z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, oznaczała triumfalny powrót Mamona – czyli „boga Izraela” – na rozległe, leżące na wschód od rzeki Łaby, obszary Euroazji. Dzisiaj wielu ludziom, zwłaszcza tym zamieszkałym w Polsce oraz w USA, wydaje się, iż od tego „Pana Zachodu” nie ma już jakiejkolwiek możliwości ucieczki. By żyć „na poziomie” (wyznaczanym przez sobotni dodatek „Wysokie obcasy” do Gazety Wyborczej) trzeba się przed Mamonem płaszczyć i z nim ochoczo współpracować, tak jak to w Polsce robią co bardziej prominentni dziennikarze, politycy, uczeni-biznesmeni, wojskowi no i oczywiście księża. (Sto lat temu był nawet w Polsce popularny, satyryczny dwuwiersz: „Dla pieniędzy ksiądz się modli, dla pieniędzy lud się podli”. Takie niewygodne dla kleru sprawy zostały dzisiaj, w nowo-katolickiej Polsce, głęboko zapomniane.)

         Nie wszystkim udało się zapomnieć, co kilkadziesiąt lat wstecz o tak zwanych „Siłach Kapitału” mówiła stalinowska propaganda. Pochodzący z Nowosybirska matematyk, obecnie mieszkający w Jaffie pisarz Izrael Shamir w swym niedawno wydanym zbiorze esejów „Pardes” (czyli „Raj” w języku żydowskiej kabały), stara się przypominać rzecz wcześniej uprzednio dobrze znaną. Mianowicie ten społeczny (nowo)twór Społeczeństwa Obywatelskiego, który Zjednoczona Prasa Zachodu nakazuje nam czcić jako sam „cymes” Ludzkości, jeszcze nie tak dawno był zwany „cywilizacją Mamona”, co było jak najbardziej pejoratywnym określeniem, znanym już w czasach gdy swe nauki wygłaszał Jezus z Nazaretu, przez chrześcijan traktowany jako Zbawiciel.

         Świadom tego, że w dzisiejszej Cywilizacji Konsumpcyjnej, w której po prostu nie da się żyć bez pieniędzy, jest konieczna bardziej „antropomorficzna” – niż złoto, względnie pieniądze – wizualizacja Mamona, Izrael Shamir w jednym ze swych esejów cytuje rosyjskiego, współczesnego pisarza Wiktora Pielewina, który „boga” Dzisiejszego Świata Konsumpcji nazwał „Oranusem”, od łacińskich słów oral + anus, czyli gęba + odbytnica. Według tegoż, nie znanego mi bliżej (w przeciwieństwie do Izraela Shamira) rosyjskiego pisarza:

         Oranus jest to rodzaj małża, względnie jamochłona lub rozgwiazdy, istoty żywej niezdolnej do bardziej złożonych myśli. Ta istota jest pozbawiona uszu, nosa, oczu oraz mózgu. Nie jest ona koncentracją zła. Jest to prymitywny, wirtualny pasożyt, będący na ewolucyjnym poziomie niższym niż jego komórki. Oranus-Mamon składa się z komórek, z których każda jest ekonomiczną, związaną z pieniądzem, projekcją człowieka.”

         Otóż bytem, który w pewnym okresie swego rozwoju przypomina wirtualnego pielewinowskiego ”oranusa”, jest ludzki noworodek. Człowiek bowiem, bezpośrednio po swym porodzie – zwłaszcza gdy urodził się jako wcześniak – ogranicza się li tylko do swych konsumpcyjno-wydalniczych funkcji, nie próbując nawet otworzyć swych, nie funkcjonalnych jeszcze, oczu. Jego odruchy polegają w tym krótkim okresie życia na instynktownym ssaniu przedmiotów, które dotknął wargami, wrzeszczeniu gdy jest głodny lub niedogrzany, no i oczywiście na rozluźnianiu zwieracza jego maleńkiego rectum pod wpływem naciskającego nań, niemowlęcego stolca. Możemy zatem sobie wyobrazić, ze taki właśnie, zgigantyzowany, nie myślący jeszcze ludzki „wcześniak”, na ślepo wysysający swój pokarm z Matki Ziemi i zamieniający Ją w wysypisko nie strawionych do końca odpadów swej zgigantyzowanej Konsumpcji, to jest właśnie ten Oranus – czyli nie kwestionowany Pan Zachodu – budujący już od kilkuset lat swą Cywilizację Dobrobytu ludzi poznawczo (oraz ruchowo) po prostu „uśpionych”.

W referacie, jaki przygotowałem na konferencję w Kijowie, w czerwcu 2005, poświęconą zagrożeniu świata przez syjonizm, zaproponowałem nieco podobną do pielewinowskiego Oranusa, inną alegorię „Istoty Najwyższej”, pod której ‘opieką” przyszło nam dzisiaj żyć w Zjednoczonej Europie. Cytuję:

Sytuacja, w której motorycznie bardziej aktywne, spostrzegawcze i zdolne do kojarzenia faktów jednostki są w jakiś sposób przymuszone by służyć istotom od nich bardziej nieruchawym, o gorszej jakości zmysłów oraz ich aparatu skojarzeniowego, nazywamy klasycznym pasożytnictwem. To pasożytnictwo mamy w przyrodzie, gdy ustroje o niższym stopniu organizacji odżywiają się kosztem tych o organizacji wyższej, a zatem (w optyce ordo vivendi św. Augustyna),gdy żyją one kosztem gatunków bardziej szlachetnych. Przykładem takiego, bardzo prostego, praktycznie pozbawionego zmysłów oraz narządów ruchu pasożyta, jest długi na kilka metrów, żyjący w ludzkim przewodzie pokarmowym robak zwany tasiemcem. Gdy temu nieskomplikowanemu ustrojowi uda się zagnieździć we wnętrznościach największego choćby bohatera, to będzie ten robak żył i wzrastał w spokoju, wywołując u swego żywiciela uczucie ciągłego głodu, połączone z tego żywiciela wyraźna deterioracją fizyczną.

I dalej:

W nowoczesnych społeczeństwach takimi pasożytniczymi, monstrualnymi „tasiemcami” są ślepe i nieruchawe instytucje bankowe, które cechuje niezwykle prosta budowa, jeśli chodzi o organizację ich  działalności zarobkowej. Jak to jest w przypadku wszystkich innych „wegetatywnych” organizmów, jedynym celem poczynań kierujących tymi instytucjami bankierów jest tworzenie nowych oddziałów ich banków we wszystkich dostępnych, dla penetracji przez Kapitał, punktach na Ziemi (a jak to się stanie możliwym, także i w kosmosie). Ludzie żyjący w krajach zdominowanych przez podobne do monstrualnych pasożytów instytucje finansowe, muszą z konieczności tracić swą spontaniczną skłonność, charakterystyczną dla wszystkich zwierząt wyższych, do ciągłego doskonalenia swych zmysłów, swych organów ruchu oraz organów konstruujących w ich umysłach bardziej pogłębiony obraz świata. Bankowe monstrum, poprzez systematyczne okradanie, za pomocą procentu składanego, swych dłużników, wywołuje u uzależnionych od zaciągniętych pożyczek ludzi hipertrofię ich „cupiditas naturalis”, czyli pędu za pieniądzem, który to odruch nabyty staje się dla nich po prostu warunkiem przeżycia.

To postępujące zdominowanie ludzkich zachowań przez „cupiditas naturalis” (naturalną chciwość) dobrze zauważył Thomas Hobbes, już w pierwszej fazie rozwoju angielskiej bankowości w Anglii XVII wieku, kiedy to banki wywołały gorączkową industrializację tego, uprzednio pięknego, kraju. Powstający podówczas ustrój przemysłowy Hobbes nazwał imieniem, pojawiającego się w Starym Testamencie, morskiego potwora „Lewiatan”. Ten produkt chorej fantazji starożytnych Hebrajczyków doskonale się pokrywa, w swej charakterystyce, z (post)modernistyczną koncepcją „Oranusa” Wiktora Pielewina cytowaną kilka akapitów wcześniej. Co więcej, Thomas Hobbes, widząc wokół siebie bezwzględną „bellum omnia contra omnes” (walkę każdego z każdym) o te same bogactwa oraz zaszczyty, domagał się, na pozór racjonalnie, by rodzący się podówczas na jego wyspie (nowo)twór „Lewiatana” został koniecznie zwieńczony dziedziczną „koroną”. Argumentował, że bez takiego „Najwyższego autorytetu” wolni obywatele, walcząc zajadle o te same stanowiska i bogactwa, po prostu pozabijają się nawzajem.

Jeśli przypomnimy w tym miejscu, że „Oranus” Pielewina charakteryzuje się mniejszym złożeniem strukturalnym jako „całość” niż pojedyncze jego „komórki”, to logicznym wnioskiem będzie – założywszy równoważność pojęć Oranusa i Lewiatana – że symbolizująca „summum informacji” tego hobbesowsko-biblijnego potwora, jego dziedziczna „elita” („korona”) winna reprezentować sobą niższy poziom zrozumienia świata niż zwykli ludzie, którzy na tego Lewiatana-Oranusa się składają! Mówiąc obrazowo, w koronowanej „głowie” (po łacinie capita) Lewiatana winno być mniej samodzielnych odruchów myśli niż u jego podstawy, po łacinie określanej jako cullus, czyli tradycyjna polska d…..

16:23, kultur , o kulcie Mammona
Link
II. Gdy z „hydrocefali” (wodogłowych) robi się duchowych Przywódców Narodów

Poniżej podaję kilka, pochodzących głównie z dzisiejszej Polski przykładów, ilustrujących fakt, że u „głowy” zachodniego „Lewiatana” znalazły się elity, które mają wyraźnie uboższe pojęcie o tym, co dobre a co złe, niż przeciętni, średnio wykształceni tego Zachodu obywatele:

1. Otóż normalni nauczyciele, starający się u swych wychowanków rozbudzić ducha poznania świata, dobrze wiedzą, że im szerszy jest program prowadzonych przez nich zajęć, tym lepszą będą mieli ich wychowankowie, w wieku dorosłym, orientację w otaczającej ich rzeczywistości. Natomiast „na górze”, czyli w Ministerstwie Edukacji Narodowej, dominuje duch o wiele uboższy od tego, jaki reprezentują szeregowi wychowawcy młodzieży. Jak to autorytatywnie stwierdziła w „Głosie Nauczycielskim” z 22.06.2005, wiceminister Anna Radziwiłł (prominentny członek Fundacji Batorego-Sorosa) „Nie może tak być, żebyśmy wciąż uczyli za dużo informacji, a za mało mądrości (?), musimy się zdecydować na cięcia z zakresu materiału rzeczowego.” Otóż ludzi, nie dysponujących rzeczową wiedzą nazywa się ignorantami i to już w głębokiej starożytności Sokrates (według wyroczni delfickiej „najmądrzejszy z Greków”) utrzymywał, że wszelkie zło na świecie rodzi się po prostu z ignorancji – czyli dokładnie z takiego „programu edukacji” jaki stara się realizować w Polsce minister Anna Radziwiłł z Fundacji Batorego.

2. Ludzie normalni wychowują swe dzieci po to, aby te kontynuowały co bardziej szlachetne tradycje swej rodziny, swej grupy etnicznej i swego narodu. A tymczasem „na górze” mądrościowo postanowiono, że im więcej młodych ludzi opuści Polskę „za chlebem”, to tym godniej się będzie reprezentował nasz naród jako „malejąca liczbowo całość”. Ten kretynizm, obowiązkowy obecnie we wszystkich polskich (czyżby naprawdę polskich?) ministerstwach, doprowadził do tego, że np. Ministerstwo Obrony Narodowej w ogóle nie przygotowuje Wojska Polskiego do obrony kraju, ale do „misji pokojowych” i „walki z terrorem”, czy to w Azji Środkowej czy wręcz na Półkuli Południowej. (O tym ostatnim projekcie usunięcia z Bałtyku polskiej floty, słyszałem w czasie prelekcji ‘wyedukowanego” ostatnio w USA, młodego komandora polskiej Marynarki Wojennej!)

3. W nauce „normalnej” badania nad jakimś problemem prowadzi się w celu lepszego zrozumienia (a zatem i opanowania w przyszłości), danego zjawiska. Dzięki zdobytej w trakcie tych badań wiedzy możemy lepiej dany przedmiot wykorzystać. (Np. Prawa Newtona wykorzystuje się do kalkulacji kolejności odpalania ładunków wyburzających drapacze chmur, tak by „implodowały” one bez szkód dla ich otoczenia.) Natomiast w naukach o charakterze społecznym, ten cel wydaje się być zupełnie odwrotny. W czerwcu 2005 wziąłem udział w konferencji naukowej, w trakcie której zarówno kolega omawiający najnowszą, protestancką „Teologię procesu” (jakiego procesu?), jak i kolega referujący najnowsze „Aporie myśli liberalnej” przyznali, że ustalenia omawianych przez nich gałęzi wiedzy nie zezwalają na wysnuwanie jakichkolwiek wniosków na temat przyszłych zachowań się, czy to dominujących w USA sekt protestanckich, czy to konkurujących z tymi sektami ugrupowań lewicowo-liberalnych. Co logicznie wskazuje, że omówiona przez mych kolegów wiedza o świecie „elit made in USA”, jest po prostu zwykłą ignorancją tego, co się będzie na tym świecie działo w całkiem nieodległej przyszłości!

4. Najciekawszy pod względem poznawczym jest jednak trening „poprawności politycznej” (w skrócie „pp”), zabijający w zarodku jakąkolwiek samodzielność myśli (to właśnie ten trening minister Radziwiłł nazywa „uczeniem młodzieży mądrości”). Otóż na zachodzie Europy, od czasów okupacji tego Zachodu przez USA pod koniec II Wojny Światowej, stało się normą, że im bliżej znajdujemy się elit rządzących, tym reguły „pp” są sztywniejsze i bardziej podobne do tych dyktowanych, oczywiście w sposób „spiskowy” czyli tajny, przez CIA, B’nai Brith, Fundację Sorosa i tak dalej. Na przykład normalny, średnio wykształcony człowiek, widząc w telewizji sposób, w jaki uległy „implozji” obie wieże WTC w Nowym Yorku 11 września 2001, ma tendencję do podejrzeń, że zostały one fachowo wysadzone w powietrze – w którym to podejrzeniu umacnia go fakt, że obie wieże „zapadły się” w czasie zaledwie 8-10 sekund, czyli z prędkością kamienia spadającego, lotem wolnym, z najwyższego piętra tych wież, znajdującego się 400 m nad ulicą. (Co da się łatwo obliczyć korzystając z Prawa Newtona.) W tej sytuacji naturalnym jest – dla nie wytresowanego w „pp” człowieka – podejrzenie, iż sam rząd USA maczał swe palce w organizacji wydarzeń sławnego 11 września 01. Im jednak bliżej się znajdujemy obowiązkowo proamerykańskich elit Zachodu, tym głośniej się słyszy opinię, iż taka interpretacja to „spiskowa teoria dziejów”, a zatem nie mamy w ogóle o czym rozmawiać. Co z kolei informuje nie tak znowu rzadkich „wolnomyślicieli”, że elity intelektualne naszej części świata mają po prostu trudności „w powiązaniu razem trzech idei”, jak to ironizował francuski przyrodnik J.B. Łamarck już dwieście lat temu.

16:21, kultur , o kulcie Mammona
Link
CUL-CAPITA/ORANUS, CZYLI NIEWIDZIALNY "PAN" ZACHODU
III. Dlaczego Cullus – czyli Siedzenie – stało się „Centrum Rozumu im. Adama Smitha”?

         Naszkicowane powyżej zjawisko znikania procesów asocjacyjnych kory mózgowej, w miarę posuwania się wzwyż na „drabinie społecznej” państw określanych dzisiaj jako „Zachód”, ma swe dość proste wytłumaczenie na gruncie psychologii rozwojowej, opracowanej przez Szkołę Epistemologii Genetycznej Jeana Piageta w Genewie. Otóż według badań tej Szkoły, zgodnie z „Prawem Biologii” Lamarcka, (oczywiście Prawem nie uznawanym w środowiskach naukowych w Polsce, za wszelką cenę starających się „dogonić” Zachód w bezmyślności „pp”), u zwierząt wyższych bardziej wysublimowane i złożone organy rozwijają się dopiero po wykonaniu przez te zwierzęta, w tak zwanym „okresie krytycznym” ich wzrostu, odpowiednich ćwiczeń tych organów zalążków. (Na przykład, u coraz rzadziej znajdywanych obecnie, tak zwanych „dzikich dzieci”, wychowanych od niemowlęctwa dzikie zwierzęta nie używające mowy, stwierdzano że po przekroczeniu przez te „dzikie” dzieci 7-10 roku życia, te dorastające już wśród ludzi dzieci do końca życia nie były w stanie mówić, wskutek trwałego niedokształcenia ich strun głosowych; podobnie kocięta, które przez trzy pierwsze miesiące życia były hodowane z zaszytymi powiekami ich oczu, do końca już ich życia pozostają funkcjonalnie ślepe. Takich przykładów, wskazujących jak ważna jest, dla pełnego wykształcenia się kory mózgowej, ekspozycja młodych osobników na możliwie jak najbardziej zróżnicowane bodźce, można podawać do woli.)

         Powyższe dane z zakresu psychologii oraz fizjologii rozwojowej ssaków, warto zestawić z danymi dotyczącymi zasad wychowania tak zwanych „elit przywódczych” świata dzisiaj. Oczywiście chodzi tutaj o elity finansowe dość precyzyjnie kierujące polityką krajów określanych jako „demokratyczne”. Otóż w tym środowisku najwyższą warstwę społeczną stanowią bankierzy pożyczający, oczywiście na procent, pieniędzy na najrozmaitsze, handlowo-przmysłowe przedsięwzięcia. Bankier (po polsku „ławkowicz”) jest typem człowieka, który w ramach swych zawodowych czynności W OGÓLE nie musi się poruszać: to do niego przychodzą klienci, czy to prosząc o wsparcie ich przedsięwzięć, czy też oddając (z odpowiednią nawiązką) zaciągnięte długi.

         Ta bankierska, w znacznym stopniu dziedziczna (jak Rotszyldowie) i zamknięta w swych ścisłych „bractwach” Elita Zachodu, od swych dziecięcych już lat jest izolowana od bardzo istotnych, społecznych bodźców niezbędnych by w pełni wykształcić swe organy poznania oraz swe organy ruchu – które to ruchowo-umysłowe upośledzenie jest dla tych „nadludzi”, w dorosłym ich życiu, bardzo użytecznym jako przystosowanie do totalnie „siedzącego” stylu ich pracy. Endogenne, „zwierzęce” potrzeby ludzkich organów ruchu oraz ludzkich zmysłów bardzo przecież utrudniają wykonywanie jakiejkolwiek nowoczesnej, nie tylko bankierskiej oraz handlowej, ale także i naukowej, pracy – co autor niniejszego tekstu bardzo dobrze pamięta z okresu swej młodości i to nie tylko w USA. A jak człowiek nie ćwiczy swych organów poznania, to te organy ulegają u niego, dziedzicznej z czasem (jak chociażby krótkowzroczność), atrofii.

Umocnieni w swych poczynaniach „Prawem mojżeszowym” do inkasowania odsetek (V Mój. 15.5) bankierzy, jako bardzo spójna grupa społeczna o charakterze pan-światowym, stanową coś w rodzaju arystotelesowskiego „Nieruchomego Poruszacza”, nadającego kierunek biegu dziejów całej naszej planety. Jednocześnie są oni z konieczności jednostkami, które wskutek swego bezruchu, muszą mieć bardzo ubogą w połączenia międzyneuronalne korę mózgową. Z tego powodu budowany przez te nowoczesne elity ustrój społeczny, który w Głowie (capita) Narodu ma tyle samo – lub nawet mniej – myśli niż komórki znajdujące się u takiego Super-Narodu podstawy (cullus), warto nazwać „Cul-kapitalistycznym”.

Ponieważ zaś na języki słowiańskie łacińskie określenie „cul-capita” tłumaczy się bardzo obrazowo jako „Żopogław”, więc takie właśnie pojęcie warto wprowadzić do cierpiących na chroniczny brak nowych idei współczesnych nauk o Życiu. Takie bowiem określenie Niewidzialnego „Pana” Zachodu stanowi doskonałe „pojęcie chwytne” (jak to mówili stoicy) pozwalające w bardzo adekwatny sposób opisać kolejne fazy rozwojowe cul-kapitalizmu. (Czyli kapitalizmu, w którym kapitaliści – głównie w formie ławkowiczów, czyli bankierów – przebywają w zasadzie w pozycji siedzącej, swym zachowaniem doskonaląc swój cullus, czyli przysłowiową d….) A oto kilka interesujących wniosków, jakie samorzutnie się narzucają, jak tylko odważymy się zastosować określenie ‘CUL-KAPITALIZM’ do rzeczywistości, w jakiej żyjemy dzisiaj:

Wniosek 1. Gdy zbliżamy się, w celach badawczych, do prac naukowych myślicieli uznanych dzisiaj za najwybitniejszych przedstawicieli Zachodu (by wskazać tutaj na dziełka von Hayeka, Sorosa, Derridy, Jacoba, Monoda czy nawet Karla Poppera), to należy być przygotowanym, że zaczniemy się pogrążać w oparach myśli o zapachu podobnym do tego, jaki się wyczuwa w pobliżu „junk-jadłodajni” należących do konsorcjum Mac Donald. Przyznaję, iż „świeżość” tego zapachu „jadła made in USA” przypomina mi trochę zapach, jaki wydają pampersy lub pieluszki nasycone bio-twórczością ludzkiego niemowlęcia. Gdyż to jest właśnie zapach „pożywki intelektualnej” przygotowywanej nam przez Filozofów Wolnego Rynku, będących „na topie” dzisiaj.

Wniosek 2. Te wszystkie pozorne „dziwactwa” kultury Zachodu – począwszy od oralno-analnych (oral + anus) skojarzeń Zygmunta Freuda, poprzez łyse „jak pupcia dziecięcia” głowy skinheadów, aż do przypominającego trochę paralityczny „taniec św. Wita”, ekstatycznego „tańca milości”, polegającego na gorliwym potrząsaniu głową oraz zadkiem w czasie para-religijnych, wielkomiejskich festynów zwanych Love Prade, to są przecież elementy rozkwitającego obecnie coraz wspanialej kultu Żopoglawa, czyli Cul-Capita!

         Wniosek 3. Także te wszystkie „różowe”, „tulipanowe” oraz „pomarańczowe” rewolucje, jakie zaczęły nękać w ostatniej dekadzie kraje byłego Bloku Socjalistycznego, zostały zorganizowane przez wysokopłatnych specjalistów od zbiorowego bezmyślenia. Najzupełniej celowo wykorzystują oni niedokształcenie struktur neuronalnych młodych, wychowanych w wielkich miastach ludzi, którzy dzięki ich odpowiednio liberalnej „edukacji” (patrz pkt. 1 poprzedniego podrozdziału) mają mniej więcej tyle samo funkcjonalnych połączeń neuronalnych w korze ich półkul mózgowych, co pod skórą ich, podobnie półkulistych, zadków!

         Wniosek 4. Ponieważ Oranus – czyli Mocarz Zachodu – jest bóstwem równie potężnym od strony swej działalności konsumpcyjnej jak i wydalniczej, więc w krajach zdominowanych przez tego „Pana” automatycznie musiały zacząć się gromadzić, bez żadnej przesady, góry po-konsumpcyjnego śmiecia, nad którymi się unosi coraz gęstsza warstwa po-konsumpcyjnego kurzu oraz smogu. I to jest właśnie ta „Nowa Ziemia i Nowe Niebo”, o których nadejściu marzył już 2,5 tysięcy lat temu prorok Izajasz (a za nim, w encyklice „Laborem exercens” nasz „prawdziwie polski” papież)!

         Wniosek 5. Dochodzimy do spraw najważniejszych. Otóż wskutek rzeczywistej – lub też udawanej – niewydolności kory mózgowej elit, którym udało się usadowić u „głowy” państw takich jak Polska, Litwa a od niedawna i Ukraina (pisane w roku 2005!), także i doły społeczne muszą z czasem przesiąkać „zapachem” Żopy przesiąkającym, dzięki mediom, od „góry” społecznej na dół. Nie stymulowane do aktywniejszego życia, odżywiane intelektualną papką typu „junk food” masy, muszą zatem z czasem ulegać coraz większej, zarówno fizycznej jak i umysłowej degradacji, co najlepiej widać w USA, uważające się za Światło Przewodnie („the beacon”) Światowej Cywilizacji. Ludność zatem „wolna” – i to na wszystkich szczeblach drabiny społecznej – powinna coraz bardziej brzydnąć, jej kształty winny się zaokrąglać od ciągłego przebywania w pozycji siedzącej i to tym bardziej ten proces się musi nasilać, im bardziej dany kraj przez kult Pieniądza-Mamona zostanie opanowany.

Wniosek 6, bardzo już marksistowski. W ustroju liberalnym, zwanym inaczej „społeczeństwem obywatelskim”, wielka własność w sposób automatyczny musi się skupiać w rękach trudniących się lichwą mafii bankowych. W takim ustroju, muszą w sposób trwały istnieć gigantyczne napięcia społeczne między tymi, którzy się wzbogacili i tymi, którzy dali się okraść. Mafijne elity zatem, by odwrócić uwagę upodlonej sztucznie ludności od swych ukrytych „spiskowych” poczynań – a jednocześnie by nadal się bogacić bez końca – od dziesiątków już lat bardzo skutecznie organizują gigantyczne konflikty narodowo-własnościowo-religijne, na wzór I i II Wojny Światowej „wykreowanych” przez rzeczoną Międzynarodówkę. Należy zatem oczekiwać, już w niezbyt odległej przyszłości, celowo nie przewidywanej zarówno przez „liberałów” jak i „teologów Procesu” (patrz pkt. 3), kolejnych aktów zbiorowego barbarzyństwa, przy których zarówno Oświęcim jak i holokaust (czyli całopalenie) Hamburga, Drezna oraz Hiroszimy po prostu zbledną.

16:21, kultur , o kulcie Mammona
Link
IV. Biblijny Akt Założycielski Cywilizacji Terroru Cul-Capita

I tak dalej, na drodze rozkwitu globalnego „Lewiatana”, którego elity z konieczności mają nie wiele więcej samodzielnych myśli w swych głowach niż w swych zadkach, na których ustawicznie wysiadują. To planowe „zniszczenie świata przyrody” zostało już przecież zapowiedziane bardzo dawno, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie, w tak zwanych „objawieniach” proroczych. Skąd się wzięły te, zazwyczaj otwarcie psychotyczne, wizje „Końca Świata”, przemieszane z równie podłymi wizjami nadchodzącego „Tysiącletniego Imperium” Izraela? Jak się przyjrzy dokładniej zachowanej w Pięcioksiągu relacji z zachowania się Mojżesza pod górą Synaj około 1400 lat temu, to teleologia (ale nie „teologia”) procesu, który podówczas został zapoczątkowany, staje się najzupełniej przejrzysta. Interesującym tylko jest, dlaczego osoby specjalizujące się w antropologii kultury, do dnia dzisiejszego unikają głębszej interpretacji tego kluczowego, dla zrozumienia istoty judeo-chrześcijaństwa, zdarzenia. Czyżby się lękały, tak jak to było normalnym przez tysiące lat wśród Żydów, nagłej śmierci z rąk „sług bożych”, nie dopuszczających do zerwanie maski z twarzy najważniejszego dla Narodu Wybranego proroka?

Pod górą Synaj mityczny Mojżesz nakazał spalić wykonany ze złota (względnie okuty złotą blachą) posąg byczka, który to pokaz religijnej nietolerancji zazwyczaj się interpretuje jako zniszczenie Złotego Cielca, symbolizującego zwykła ludzką chciwość. Czego jednak, w swej istocie, był symbolem rzeczony „cielec”, zwierzę, które na pewno nie kojarzy się – w przeciwieństwie do sroki – z chciwością, polegająca na zbieraniu błyskotek? Otóż antyczni Hebrajczycy, wskutek nabytego w czasie ich pobytu w Egipcie przyzwyczajenia, zwykli czcić te same co w Egipcie bóstwa, a w szczególności byka Apisa, pod którego to zwierzęcia postacią ukrywał się główny bóg Egiptu Ozyrys. Apis, jak podają encyklopedie, symbolizował uwidocznioną w charakterystycznej postaci tego zwierzęcia tężyznę fizyczną oraz seksualną witalność i te „zwierzęce” zalety zapewne stanowiły postawę do religijnych obrzędów o charakterze orgiastycznym. (Złotą blachą, chroniącą przedmioty kultu przed atmosferyczną „korupcją”, pokrywano w starożytności obiekty o charakterze sakralnym, Żydzi w czasie swych wędrówek po pustyni nosili ze sobą okutą złotem skrzynię, zwana Arką Przymierza, w Atenach stał pokryty złotem posąg bogini-opiekunki tego miasta.)

Mityczny zatem Mojżesz, paląc posąg symbolizującego siłę oraz witalność cielca-Apisa, wypowiedział wojnę właśnie tym dwóm „zwierzęcym” cechom człowieka. Ta wojna przeciw „zwierzętom o ludzkich twarzach”, w Biblii utożsamianych ze „znienawidzonymi przez Boga Izraela” (Rom. 8, 13) potomkami Ezawa-Edomu, trwa do dzisiaj. Czy jednak zarówno tężyzna fizyczna jak i sprawność seksualna są czymś złym, czy też taki pogląd jest szczególnym przypadkiem szaleństwa, jakie nękało niewątpliwie strachliwych i „ubogich duchem” autorów zarówno Starego jak i Nowego Testamentu? Władysław Tatarkiewicz w swej „Historii filozofii” przypomina, że starożytni Grecy z cechami, takimi jak „tężyzna życiowa, dzielność i sprawność w spełnianiu zawodowych czynności” kojarzyli wyraz arete (άρετή), na polski tłumaczony jako „cnota”. Temu to określeniu Sokrates nadał nowy wymiar: „wskazał na zalety, które są jedne dla całego rodu ludzkiego: sprawiedliwość, odwaga czy panowanie nad sobą ... Nazywając te zalety „cnotą” ,,, wyodrębnił specjalnie zalety moralne ...(są one) „niepisane”, w kodeksach ich nie ma, jednak są trwalsze od pisanych” Patrząc zatem z perspektywy „helleńskiej” na wyczyn Mojżesza pod górą Synaj, możemy dostrzec, że ten „prorok Pana” usiłował zamordować, wśród swych współplemieńców, właśnie ich endogenną tendencję do ćwiczenia się w άρετή, czyli CNOCIE, inaczej mówiąc w lamarckowskim sentiment moral, zezwalającym ludziom na rozpoznanie co jest dobre a co złe w ich własnych zachowaniach. Ten żywy, niewątpliwie wspólny z ssakami naczelnymi instynkt, „prorok” Mojżesz zastąpił martwym zbiorem Praw wykutym na Kamiennych Tablicach przyniesionych przezeń z góry Synaj. I aby krwawym terrorem podkreślić znaczenie tego „antyzwierzęcego” Prawa Bożego, namówił on członków swego klanu Lewitów do podstępnego wymordowania, we śnie, aż trzech tysięcy swych „braci i synów” (II Mój. 32, 27-28).

Konsekwencje tego „wyczynu Mojżesza” pod górą Synaj – które to zdarzenie dla ortodoksyjnych żydów ma sakralne znaczenie „początku cywilizacji” – początku analogicznego do tego jaki dla chrześcijan stanowi ukrzyżowanie Chrystusa na Golgocie – były rzeczywiście straszne.

Po pierwsze, mojżeszowi Lewici musieli być ludźmi całkowicie pozbawionymi serca, by tak z zimną krwią mordować, we śnie, swych „braci i synów” odmawiających ukorzenia się przed bezdusznym idolem Kamiennych Tablic. Ten „brak serca” kasty kapłańskiej starożytnego Izraela został dobrze dostrzeżony przez wielu komentujących Pismo filozofów, między przez innymi Friedricha Hegla w XIX wieku. Hegel wręcz oskarżył żydowskie elity o samo-kastrowanie się z organu odpowiedzialnego za odruchy empatii nie tylko do innych narodów, ale i do członków własnego plemienia, traktowanych jako element li tylko użytkowy, w egoistycznym dążeniu tych elit do nakazanej przez Biblię władzy nad dostępnym do opanowania światem*.

Po drugie, zanegowanie przez mitycznego „Mojżesza” wartości tężyzny fizycznej oraz odwagi, jako etycznej podstawy formowania się rozumnej osobowości, w sposób automatyczny „ucięło” możliwość rozwoju wyższych form ludzkiego organu określanego potocznie jako Rozum-Logos. Wskutek tego, czysto fizjologicznego efektu, ludzie wychowani w kręgu kultury starozakonnej muszą mieć nie w pełni wykształcone, udziecinnione odruchy poznawcze, z łatwością da się ich straszyć czy to nadchodzącym końcem świata (jak to miało miejsce w przypadku pierwszych chrześcijan), czy to Straszliwą Zemstą Pana, jak to widać po tekstach „Apokalips” zwieńczających niesławną, starożytną historię Izraela.

Po trzecie w końcu ludzie, których od dziecka przyuczano do ograniczania swych naturalnych odruchów poznawczych, automatycznie zwykli sobie rekompensować to nabyte (a z czasem i w znacznym stopniu dziedziczone) kalectwo psychomotoryczne za pomocą sztucznych protez witalności. Zaś taką, prawdziwie ponadnarodową protezą, od momentu jej wynalezienia przez Fenicjan, stał się po prostu Pieniądz, który skutecznie zwykł „wymazywać” nawet najbardziej odrażające zachowania posiadających te pieniądze osób. I tylko w optyce zamaskowanego w Starym Testamencie Kultu Pieniądza jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego posąg Złotego Cielca „niewidzialni organizatorzy” wyobraźni chrześcijan zamienili w symbol ludzkiej chciwości: po prostu mojżeszowi „Lewici” skutecznie zrzucili swój grzech obłąkańczej wręcz chciwości na tych swych, odznaczających się szlachetnością „braci i synów”, których podstępnie wymordowali pod górą Synaj, odwracając w ten skuteczny sposób uwagę od podłości postępowania, jaka cechowała ucieleśniony przez nich „lud boży”. (Jak to przypomina Tadeusz Zieliński, w opublikowanej tylko raz, w 1927 w Warszawie roku książce „Hellenizm i judaizm”, w Starym Testamencie powiedzenie „bóg w dom” oznaczało pożar domu, mord pierworodnych, oraz inne, straszne rzeczy dla „nawiedzonego przez boga” domu, miasta czy nawet kraju.)

To, że Biblia jest, w ponad 90 procentach jej tekstów, Księgą Ludu Mamona, było już dobrze znane w starożytności, by zacytować tu tylko znamienne słowa Jezusa z Nazaretu o niemożności służenia jednocześnie Prawdziwemu Bogu i Mamonie. Nowoczesny kult starożytnego, fenicko-aramejsko-hebrajskiego boga bogactwa oraz komfortu pojawił się, w sposób masowy, wśród po-renesansowego mieszczaństwa już w wieku XV, bezpośrednio po opublikowaniu drukiem Biblii przetłumaczonej na języki narodowe. W wieku XIX ten istotny temat podjął Karol Marks który, jak już wspominaliśmy, w artykule „Zur Judefrage” (W kwestii żydowskiej) przypomniał, że „pieniądz jest tym żarliwym bogiem Izraela, przed którym wszyscy inni bogowie człowieka muszą się ugiąć”. Obecnie ten, zapoczątkowany pod górą Synaj, judeochrześcijański podbój w imieniu „Pana” wydaje się dobiegać do swego celu, jakim jest Światowe Imperium Pieniądza, mające trwać aż do wyeksploatowania wszystkich możliwych energetycznych rezerw Ziemi.

Literackim źródłem, z którego od blisko już trzech tysiącleci „tryska” Kult Mamona, jest mojżeszowy Pięcioksiąg, który w sposób iście „liberalny” zezwala na pożyczanie na procent pieniędzy, ale tylko „obcym”: V Moj. 23, 21. Zatem logicznie, odejście od opartej na Biblii (ST + NT) wiary nie naszych przodków” wydaje się być jedynym, skutecznym remedium na patologię „wygodnego życia” w krajach, w których Mamon/Oranus/Żopogław stał się jedynym, społecznie akceptowanym „bogiem”. A to oznacza coś w rodzaju pośmiertnego rewanżu czcicieli „zwierzęco-helleńskiej” cnoty „virtus”, pozabijanych podstępnie przez „drużynę Mojżesza”. Mówiąc językiem bardziej naukowym, całą biblijną, budującą historię Marszu do Ziemi Obiecanej – czyli przysłowiowego „żłoba” – Narodu do tego „żłoba" Wybranego, należy poddać jak najsurowszej krytyce. Zarówno bowiem znana historia ludzkości, jak i zwykła genetyka wskazują, że z zatrutego „jadem mojżeszowym” nasienia mogą się narodzić li tylko genetycznie zatrute tym „jadem lewitów oraz faryzeuszy” plony…

Dr. Marek Głogoczowski

* Warto w tym miejscu przypomnieć, że 11 września 2001, wyraźnie imitując postępowanie biblijnego Mojżesza, Nowi Lewici znowu podstępnie zabili około trzech tysięcy niewinnych czcicieli „złotego cielca”, zarabiających na swe życie w budynkach Światowego Centrum Handlu (WTC) na Manhattanie. I znowu winą za ten „mord sakralny” hiper-terroryści z Waszyngtonu, Londynu oraz Tel Awiwu obarczyli „wirtualnych terrorystów”, tym razem z krajów Islamu, które to, bogate w surowce kraje, tak zwany „Zachód” zamierza zamienić w bazę surowcową dla swych kolejnych podbojów w skali już całego Globu, a nawet i dalej. _D

http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum/message/882._,_.___

http://senat.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?9,1

16:19, kultur , o kulcie Mammona
Link
Dr. Marek Glogoczowski: Vatican II: Christ Crucified for the Kingdom of Mammon

The further info illustrating my “Manufacturing of a ‘Catholic’ docility” article.

1. From my Moscow/Minsk correspondentYuri Tsarik I got a following important rectification of numbers of tractors produced at Minsk: The state owned Minsk tractor plant increased its production in 2005 by 7500 tractors, which is more than produce all  tractor enterprises of the immense Russia together. (I wrote that the total number of tractors produced at Minsk is greater than that that of all Russian factories together).

The full url for Tsarik’s article is http://www.km.ru/magazin/view.asp?id=C31412C49AF84DC59CDE9529D3360618,

 2. In one of final statements of my last November "(anti)catholic" article I wrote:

Here we come to a point, which make us understand what kind of Supermen are hiding behind all this “globalization” drive of today. Namely by the term “God” in antique Middle East was understood the earthly Ruler, the Lord or King (Moloch). Such materially existing “invisible ruler” (in English “godfather”) of early Christians, soon after the disappearance of Jesus, and the subsequent lapidation of St. Stephen, become the Sect of Pharisees. This Mafia-like Hebrew sect covertly supported Saul/Paul in his, marked by perfidy, mission (...)

I was surprised, indeed, that only few days after the emailing of the above message, I received a list of members of USA-based “Pharisee/Mammonist Sect”, which is in control of  Vatican, in particular of the “ecumenico-economical” behavior of both the defunct pope John Paul /XX/II and the present Bene/Male/dict XVI. This last one has travelled recently to Turkey, accompanied by 3 000 journalists, in all evidence in order to spread there the Gospel (Λόγος) of the Holy Mammon. See below the list of of principial “advisers” of today’s Vatican; professor JEFFREY SACHS in early 1990ies was charged, by Soros Fund and IMF, to organize the “shock terapy” of Polish economy. This “improvement” resulted in putting out of jobs of millions of people, and anihilating, more effectively than a heavy American/NATO bombing (like the one applied to Yugoslavia in 1999), of the Polish industry, replaced by industrial achievements of People’s Republic of China.

 M.G. Gdansk Dec. 9, 2006

 Kissinger to Serve As Papal Adviser?
Pope Benedict XVI has invited Henry Kissinger, former adviser to Richard Nixon, to be a political consultant and he accepted.

Catholic Register | November 26, 2006
BY EDWARD PENTIN

VATICAN CITY — Over the course of his long and controversial career, former U.S. Secretary of State Henry Kissinger has had many titles. Now he reportedly has one more — adviser to the Pope.

According to the Italian newspaper La Stampa, Pope Benedict XVI has invited the 83-year-old former adviser to Richard Nixon to be a political consultant, and Kissinger has accepted.

Quoting an “authoritative” diplomatic source at the Holy See, the paper reported Nov. 4 that the Nobel laureate was asked at a recent private audience with the Holy Father to form part of a papal “advisory board” on foreign and political affairs.

As the Register went to press, Kissinger's office was unable to confirm or deny the report. La Stampa stood by its story, although the Italian press is less rigorous in its authentication of stories as is the United States Press.

If true, there is speculation on which issues Kissinger would advise the Holy Father. Relations with Islam, Palestine and Israel , and Iraq — Kissinger has been critical of the conduct of the war but opposes a quick withdrawal — are likely to be high up on the agenda.

It has also been speculated that, in view of the Muslim hostility to Benedict's recent Regensburg speech, Kissinger might provide advice on dealing with an increasingly fractious Islamic world.

Furthermore, like the Pope, Kissinger has analyzed the challenges of globalization and might provide advice in this area as well.

“The idea [of his appointment] sounds like a good one,” said veteran Vatican journalist Sandro Magister. “But so would it also be to consult other experts on geopolitics with different orientations.”

As possible expert advisers with different perspectives, Magister listed Catholic philosopher and former diplomat Michael Novak; Bernard Lewis, professor of Near Eastern Studies at Princeton University; and foreign policy experts such as Charles Kupchan and G. John Ikenberry.

Expert Advice

The recruitment of Kissinger would not be unprecedented. Experts from a variety of disciplines, including the realm of economics, politics and philosophy, are regularly invited to advise popes and Vatican officials on current affairs.

Pope John Paul II was close friends with Zbigniew Brzezinski, the Polish-born national security adviser to President Jimmy Carter, partly because both had a common Polish heritage (though this caused the Soviets to suspect the Vatican of “fixing” the election of Karol Wojtyla, which occurred during the Carter presidency).

Similarly to John Paul and Brzezinski, Benedict and Kissinger are close in age and were both born in Bavaria (a Jew, Kissinger and his family fled Nazi Germany before World War II).

In recent years, other figures invited to share their expertise with the Holy See have included Paul Wolfowitz, a former President Bush adviser and now president of the World Bank; Michel Camdessus, the former director of the International Monetary Fund; American economist Jeffrey Sachs and Hans Tietmeyer, former governor of Germany 's central bank.

The pontifical academies also regularly call on academic luminaries as consultants, such as Nobel laureates Gary Becker, the successor to Milton Friedman at the Chicago School of Economics, and Italian medical researcher Rita Levi-Montalcini.

In comments to the Register, Novak said that “many, maybe most” of these experts are not Catholic, but that the Pope “can call in certain experts he wants to talk to, or hear a paper from, with discussion in a small group.”

Novak said this is true of both Benedict XVI and John Paul II, whom he described as having “very curious and searching minds.”

Any appointment of Kissinger is likely to cause some unease, however. One Iranian radio station is already reporting the news as a “papal-Jewish conspiracy,” while others object to the Pope consulting with someone who has been widely identified with the realpolitik school of political analysis, an approach that places practical considerations before morality.

‘Different Voices'

Yet like Pope John Paul II, Benedict XVI is winning recognition for his intellectual ability and his capacity to discuss international issues with a diverse spectrum of world figures, ranging from the Dalai Lama to the late atheist polemicist Oriana Fallaci and to Mustapha Cherif, an Algerian Muslim philosopher whom he met this month.

“Such an appointment would really show Benedict XVI to be contrary to his media image, as someone who's willing to listen to other voices not in accordance with his views,” said one Holy See diplomat about the reported enlistment of Kissinger as a papal adviser. “It's always helpful to hear different voices offering different views.”

Edward Pentin

writes from Rome . http://ncregister.com/site/article/1370/

http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum/message/879 

http://senat.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?80640

02:53, kultur , o kulcie Mammona
Link
piątek, 08 grudnia 2006
kto ma w głowie olej, ten prywatyzuje kolej

[...] Die Nachrichtenagentur Reuters hatte berichtet, die Bahn wolle in den nächsten fünf Jahren in Deutschland gut 10 000 Stellen streichen. Dies betreffe vor allem den Personen- und Schienengüterverkehr sowie die Netz-Tochter. „Die größten Veränderungen (Personalaufbau) ergeben sich planerisch in den Regionen Asien/Pazifik, Osteuropa, Zentraleuropa und Westeuropa“, hieße es in internen Unterlagen.

Die Bahn hat derzeit weltweit rund 230 000 Mitarbeiter, davon rund 183 000 in Deutschland. Während sich die Gesamtzahl der Mitarbeiter durch die neuen Logistik-Stellen bis 2011 praktisch nicht verändert, werden es aber in Deutschland deutlich weniger [...]

http://kulturalny.blox.pl/2006/12/Kamienna-Gora.html

16:33, kultur , BRD
Link
czwartek, 07 grudnia 2006
David Berg Fellowships in the Program in Museum Studies, New York University

19:19, kulturzentrum , Tadeusz Kluba
Link

With the generous support of The David Berg Foundation, the Program in
Museum Studies in the Graduate School of Arts and Science at New York
University (New York, NY) will offer two $20,000 fellowships to current
employees of Jewish museums in any country. Each David Berg Fellow will
receive a grant of $10,000 for two consecutive academic years, beginning in
Fall 2007, to pursue a Master of Arts degree in Museum Studies. Information
on the New York University Program in Museum Studies can be found on-line at
http://www.nyu.edu/fas/program/museumstudies/, where application materials
also are available. Applications are due no later than March 1, 2007.

19:28, kultur , nasze Judaica
Link
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy poza granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND